
Jaka jest rola notariuszy w załatwianiu ciemnych interesów? Dlaczego tak wielu klientów czuje się oszukanych? Ilu notariuszy siedzi? Czy w ogóle byłaby możliwa fala oszustw bez milczącego współudziału prawników? Dobre pytania. Bardzo dobre. Oto przyczynek.
Notariusz uchodzi w Polsce za kogoś w rodzaju pisarza, któremu przyznano przywilej pobierania ogromnych kwot za sporządzenie wcale nie tak znowu skomplikowanych umów. A jest gwarantem, że zawarta umowa jest co najmniej legalna formalnie, gdy zaś dotyczy nieruchomości – że jest obustronnie zawarta w dobrej wierze.
Czy polski notariusz jest takim gwarantem? Powinien, ale nie jest. Sam mam związane z tym niemiłe przeżycia. Wielu moich znajomych także. Media donoszą zaś o tysiącach ofiar nieuczciwych developerów, którzy – najprostszy numer pod słońcem – sprzedali wielokrotnie te same działki, by się potem ulotnić. Co więcej, sprzedali notarialnie! Ba – często wszystkie umowy sporządzał ten sam notariusz!
Bezradność prokuratury nie dziwi, “mój” prezes uciekł z Warszawy do… Krakowa i to wystarczyło do umorzenia śledztwa. W moim i wielu innych znanych mi przypadkach żadnych konsekwencji nie ponieśli jednak także notariusze. Ani karnych, ani zawodowych! Samorząd cechowy nie reagował na doniesienia.
Tu jest pies pogrzebany, proszę państwa. Notariusz musi mieć wysokie dochody, bo jego podpis i pieczęć ma być gwarancją, że w księgach wszystko się zgadza. Obniżka stawek może tylko sprawić, że zawód ten zejdzie jeszcze bardziej na psy.
Tagi: dojenie frajerów, notarialnie