Ostatnim razem na Wiśniowej mieliśmy pozwolenie na budowę bloczku na 19 mieszkań, które dość pokrętnymi drogami przywędrowało z kryminalistą na ul. Żeromskiego i zaowocowało nowym basenem. Pozwolenie na Żeromskiego to jest ten sam projekt, odrobinę zmieniony, aby dało się upchać taką kubaturę na miniaturowej działce – 19 mieszkań, prawie ten sam metraż. Myliłby się ten, kto by przypuszał, że – skoro wyszedł podejrzany – wszystko już jest w porządku. Bynajmniej. Hałas o 19 mieszkań to było tzw. małe piwo. Teraz stanął w jego miejsce pięciopiętrowy kolos na… 40 mieszkań. W terenie o zabudowie jednorodzinnej do 12 metrów. Jakim cudem, ktoś spyta – piaseczyńskim.
Kiedy byliśmy przy ulicy Wiśniowej w 2007 roku, na jednej z działek powstał głęboki wykop pod fundamenty planowanego czteropiętrowego budynku mieszkalnego. Tuż obok, na sąsiedniej posesji znajduje się mały, jednorodzinny domek.
- Nie wyobrażam sobie tutaj życia, gdy ten moloch zostanie zbudowany – skarżyła się jego mieszkanka, Jadwiga Oldyńska, bezpośrednio sąsiadująca z inwestycją. W starostwie powiatowym w 2007 roku usłyszała, że niech się cieszy, że to tylko cztery piętra, bo plan zagospodarowania przestrzennego dla tego rejonu w ogóle nie ogranicza wysokości. Pojawiła się jednak nadzieja, że do inwestycji w ogóle nie dojdzie. Mijały tygodnie, miesiące, a na placu budowy nic się nie działo. Tymczasem gmina przystąpiła do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego.
- Na dwa tygodnie przed wejściem w życie nowego planu zagospodarowania przestrzennego inwestor wznowił pozwolenie na budowę, dokonując zmian w projekcie budowlanym – mówi Jadwiga Oldyńska. – Nowy projekt nie przewiduje już 19 mieszkań tylko 40, z garażem 6 kondygnacji.
Starostwo wydało pozwolenie na budowę i w tym roku przy ul. Wiśniowej wyrósł pokaźnych rozmiarów budynek wielorodzinny. Sąsiadów pozbawiono możliwości udziału w postępowaniu administracyjnym nie uznając ich za stronę. Starostwo stwierdziło, że uciążliwości związane z inwestycją nie wykraczają poza teren działki, na której została ona zlokalizowana. Jadwiga Oldyńska złożyła skargę do Wojewody Mazowieckiego, a ten uchylił decyzję starosty i przekazał do ponownego rozpatrzenia. Tymczasem deweloper bez przeszkód pobudował blok, przesłaniając sąsiadom niebo od wschodu i południa.
- Teraz mamy na działce zupełnie ciemno, wychodząc na balkon czuję się jakbym zeszła do piwnicy – skarży się Oldyńska. – Aż się boję pomyśleć co będzie jesienią i zimą gdy słońce jest niżej. Wtedy już całkowicie będziemy żyć jak w lochu.
Jak się okazuje, wbrew twierdzeniom urzędników, uciążliwość związana z realizacją inwestycji nie zmyka się w granicach działki, na której jest realizowana. Posesja Jadwigi Oldyńskiej obsypana jest kawałkami styropianu sypiącego się z budowy.
- Styropian to jeszcze mały problem, niech pan spojrzy na to – mówi kobieta, pokazując kawałek deski, który kilka dni temu runął z rusztowań wprost na jej działkę. – Boję się wyjść na podwórko, żeby nie dostać w głowę jakąś deską. Po prostu nie da się wybudować tak ogromnego budynku na tak małej działce, nie powodując uciążliwości dla sąsiedztwa. Dlatego powinnam zostać uznana za stronę. Sprawę zgłosiłam do inspektora nadzoru budowlanego, ale biorąc pod uwagę moje dotychczasowe doświadczenia z urzędnikami nie bardzo liczę na skuteczną pomoc.
Rzeczywiście, warunki do życia obok nowo powstałego molocha nie są do pozazdroszczenia. Jak zwykle w takich sytuacjach, trudno myśleć o sprzedaży i przeprowadzce, bo kto będzie chciał mieszkać w malutkim domku sąsiadującym z kilkukondygnacyjnym blokiem? Dla dewelopera to też mało atrakcyjny kąsek. Aktualnie obowiązujący plan przestrzennego zagospodarowania ogranicza wysokość do 12 metrów i zezwala tylko na zabudowę jednorodzinną.
Dziś pani Jadwiga, wychodząc na balkon, patrzy na betonową ścianę, wyglądając przez okno widzi mur. W pokoju, w godzinach późno popołudniowych panuje półmrok, tylko słońce połyskujące na murach sąsiedniego budynku wskazuje, że to jeszcze nie wieczór. Kobieta mieszka ze schorowaną matką, tu przy ul. Wiśniowej miały mieć ciszę i spokój. Jeszcze kilka lat temu nawet do głowy by im nie przyszło, że przyjdzie im mieszkać w sąsiedztwie bloku.
- Lepiej już jest w Warszawie, tam ludzie mieszkają w blokach, ale mają trochę zieleni, place zabaw, parki. Nie brakuje parkingów, chodników czy ścieżek rowerowych – mówi kobieta.
- U nas w Piasecznie jest najgorzej. Nie ma żadnego ładu, ani logiki w zagospodarowaniu przestrzennym, a starzy mieszkańcy się dla urzędników zupełnie nie liczą.
Źródło: Kurier Południowy